mały pies w wielkim świecie
RSS
sobota, 14 kwietnia 2012

Wiosna, czas zmian, blablabla, w każdym razie czeka nas przeprowadzka. Konkretniej, to zapraszam teraz tutaj: http://zuzanku.blogspot.com/ i liczę na to, że uda mi się z większą regularnością coś skrobać ;)

 

 

Pozdrawiamy! :)

11:44, evel_em
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 czerwca 2011

Mój pies ostatnio mnie zadziwia. Szalenie pozytywnie mnie zadziwia. Aż się zastanawiam, czy to nie jakaś podpucha i kiedy na przykład zrobi jakąś rozróbę z charakterystycznym TADAM! na czarnym, lekko posiwiałym pysku ;)

 

Dzięki uprzejmości TŻta wybraliśmy się ostatnio na wystawę psów rasowych. Tak, Zu też. Zachęcona przez znajomą trenerkę postanowiłam spróbować, przygotowana na to, że jakby było bardzo ciężko to psa po prostu odwieziemy do domu.

 

Generalnie przez pierwszą godzinę było ciężko. Zu strzelała na boki przestraszonym wzrokiem, ogon schowała na wszelki wypadek pod siebie, kapała śliną... Jednak w miarę rozwoju sytuacji, kontaktu z zaprzyjaźnioną suczką, dla której wystawowy szał to nic specjalnego, a także serka żółtego i pokrojonego na drobno jabłuszka serwowanego do psiej chapki co i rusz, zaczęła powoli luzować. Na tyle, że kontakt z wilczakami jakoś po niej spłynął :) Wybraliśmy się nawet z pewną wilczakową panienką na obchód dokoła wystawy celem znalezienia jednej z uczestniczek pokazów szkolenia i... żadnej reakcji zuzankowej na "tego dziwnego owczarka" w stylu "aaaale jesteś dziwny aaaaaa hau hau hau!". Nic. Dorosły, dojrzały (i wielki!) samiec wilczaka owszem, spowodował, że Zuz trochę spuścił z tonu a-tam-kto-by-się-przejmował ale skończyło się tylko na konsekwentnym unikaniu kontaktu, bez histerii.

 

Jedyne negatywne rekacje spowodowane były przez psy naruszające naszą strefę osobistą (jamnik, który bardzo się interesował TŻtowym plecakiem został postraszony warczeniem i zębami), tudzież Zuzową strefę osobistą (młodziutki labiszon znajomej dostał ostrzeżenie, że raczej nie powinien się księżniczce narzucać) no i niestety... dziecko. Mały piszczący chłopiec podbiegający do stadka odpoczywających psów został powitany bulgotem z głębi zuzowych trzewi. Coś czuję, że praca nad pozytywnym kojarzeniem dzieci poniżej siódmego roku życia będzie naprawdę długa i ciężka.

 

Ogólnie jednak jestem bardzo zadowolona z przebiegu wydarzeń na wystawie. Dane nam było również poznać hodowców wilczaków, bardzo się z tego powodu cieszę, zwłaszcza, że rzeczywiście okazali się być normalnymi, sympatycznymi ludźmi bez zacięcia charakterystycznego dla niektórych "jestem wielkim hodowcą i w ogóle weź nie podskakuj, ha!". Wystawa przebiegła w znacznej większości w fajnej atmosferze, jakby tak pominąć np. chłopca biegającego z młodym westie za nami, bo pieski się muszą pobawić... Szkoda, że nie spytał, czy Zuz się bawi z obcymi psami, bo wtedy by się dowiedział, że nie :)

 

Wczoraj za to był trening. Mimo paru zgrzytów (dwie rozsądne panie o lotnych umysłach, które postanowiły puścić swoje dwa absolutnie nieodwoływalne szczeniaki ONka i BOSa w stado psów, wśród których były także psy uwiązane i niekoniecznie dla szczeniaków miłe.... ekhm) było suuuuuper!

 

Mimo tego, że Zu była trochę zmęczona, bo przyszła na miejsce treningu na własnych nóżkach (5km pieszo obok jadących samochodów dla psa, który się obawia takowych, męczy nie tylko fizycznie, ale chyba nawet bardziej psychicznie), była łaskawa nawet trochę popracować. Największym moim zaskoczeniem dnia wczorajszego było to, że postanowiła zaprosić do zabawy Julie! :))) Musicie wiedzieć bowiem, że Jules jest 7-miesięczną borderową dzidzią, więc podpada w zuzowej klasyfikacji pod szufladkę "Szczeniak. To obrzydliwe.". W ferworze zabawy wpadły nawet innej suce na głowę, oczywiście narobiły jazgotu a Zuz się rozwył na wszelki wypadek (aaaaaaaaaaa nie zjadaj mnieeee!), ale nikt nie jest doskonały ;)

 

Podsumowując: Zu umie się skupić przy innych psach. Umie pracować. Umiem kontrolować jej wybuchy złości tudzież tendencje do obrony stada przed intruzami (kto by pomyślał, że mój pies po chwili wspólnego przebywania z innymi psami automatyczne uznaje je za stado...?). Bawi się z psami, o ile przekroczą magiczny wiek sześciu miesięcy. Żeby nie było tak różowo, musimy oczywiście jeszcze popracować nad tym i owym. Zuz broni psów ze stada przed obcymi, ale broni też moich/swoich rzeczy przed wszystkimi psami. Wdaje się w pyskówki między psami tylko dla zasady (ha, rozróba!). Ma problemy z puszczaniem frisbee i uciekaniem z nim w siną dal. Ja nie umiem rzucać, ale staram się uczyć. Ciągle wisi nad nami problem dzieci i małej zwierzyny. Mała zwierzyna (koty, jeże itp.) jest akceptowana na zasadzie - wiem, że mnie widzisz, więc nie zjem tego o tu. Cóż, zawsze to jakiś pozytywny początek na dalsze szlifowanie.

 

Jeśli ktoś dotarł do końca tego długiego wywodu - GRATULUJEMY! :)

 

Czas na fotki :) Większość z nich jest prawdopodobnie autorstwa Julii od Edzia bądź Uli od Speedy.

 

EDIT: TUTAJ był fotki, ale zostały wessane przez czarną dziurę, właściwie to nie wiem, co się z nimi stało O_o

 

Zostało tylko grupowe kradzione, o.

http://img16.imageshack.us/img16/8935/grupsonowe.jpg

 

Dream Team w składzie: Zu, Julie, Speedy, Itsy, Kaa, Edzio, Luna

 

Pozdrawiamy! :)

evel & zuzowe zwłoki spod krzesła.

11:49, evel_em
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 czerwca 2011

Moja częstotliwość pisania notek jest zatrważająca, aż by się chciało napisać jako usprawidliwienie "sesja dupesja" ^^ plus praca dyplomowa (brrrr!). Już niedługo - mam nadzieję - się zakończy to szaleństwo.

 

W ramach rekompensaty dla Czytaczy - Zuz miejski luz, czyli jak się lansować na upalnej dzielni:

 

http://img805.imageshack.us/img805/8835/24666220944137576339510.jpg

00:35, evel_em
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 kwietnia 2011

Mam do zrobienia jakieś fyfnaście o ile nie więcej rzeczy, tak więc piszę notki i robię porządki na blogu, taaaak...

 

Pies dostaje absolutnej szajby jak widzi dekle, tak na zdrowy rozsądek postanowiłam ją chyba ciut hamować, dzisiaj mi prawie przegryzła paznokcia. Cóż, połączenie mózg-reszta psa chyba szwankuje ostatnimi czasy.

 

Mieliśmy gości z psem. Pierwszych gości z psem w mieszkaniu. Było zadziwiająco spokojnie. Rzeczonym psem-gościem był uroczy młodzieniec z fenomenalną grzywką:

 

https://lh6.googleusercontent.com/__PzL0RsYOIA/TbvltlcwH3I/AAAAAAAAEVU/mJuADxKP9d4/s512/P4290103.JPG

 

Młodzieniec chyba szuka domu, chociaż sprawa toczy się szybko, więc 100% pewności nie mam ;) Jest uroczym małym śmierdziuszkiem (wybiera się do fryzjera po weekendzie, żeby nie było, że coś tam), który braki w socjalizacji nadrabia w tempie błyskawicy. Co prawda wyłaził z niego diabeł czasem... Najpierw szukał u Zu mleczka, a gdy pełen zawodu nie znalazł takowego, uznał, że w takim razie może spróbuje się z nią obejść jak z prawdziwą suczką i ten no... Nie był to najlepszy pomysł w jego małym pudlowym życiu, co Zuza szybciutko mu uświadomiła, rzecz jasna.

 

Ogólnie jednak byłam miło zaskoczona zuzowym nastawieniem. Owszem, burczała, gulgotała, pokazywała zęby, od czasu do czasu wrzasnęła na młodziana, gdy ten się za bardzo rozhulał, ale ogólnie można chyba powiedzieć, że go tolerowała (padają podejrzenia, że po prostu się go brzydziła, ale pomińmy to na obecną chwilę). Mało tego, gdy do akcji wkroczyła zabawka - oddała ją gnojkowi. Po prostu odpuściła. Zbierałam szczękę z podłogi :)

 

Przez chwilę się z nim nawet bawiła na dworze, co prawda było to wydanie zabawowe pt. "brzydzę się ciebie, ale już trudno", z dzikim berkiem, kłapaniem szczęką i warczeniem, ale było!

 

No i chyba dostałam porażenia słonecznego, bo przez jedną malutką, malusieńką chwilę pomyślałam o tym, że w sumie mogłabym mieć pudla. Dużego. Czarnego albo apricota. Bez gołego zadka, ściętego na krótko, normalnie, sportowo. Szkoda tylko, że TŻ w życiu się na taką opcję nie zgodzi...

 

Czas na parę fot autorstwa ladySwallow i jej TŻta.

 

https://lh3.googleusercontent.com/__PzL0RsYOIA/TbvlRckeWUI/AAAAAAAAESg/AQsQUY3FCeM/P4290005.JPG

 

https://lh5.googleusercontent.com/__PzL0RsYOIA/TbvleQZI5pI/AAAAAAAAETw/lWba_xeBr_M/P4290049.JPG

 

https://lh3.googleusercontent.com/__PzL0RsYOIA/TbvlxBKbSMI/AAAAAAAAEVw/Am2HhTp47zk/s512/P4290115.JPG

 

https://lh6.googleusercontent.com/__PzL0RsYOIA/TbvllEGCbqI/AAAAAAAAEUY/bQ9XEZR5bps/P4290073.JPG

Moje małe dzielne Zu

19:53, evel_em
Link Komentarze (3) »
czwartek, 28 kwietnia 2011

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa :D

 

http://img835.imageshack.us/img835/5158/dscn6288.jpg

 

http://img710.imageshack.us/img710/1445/dscn6289l.jpg

 

Pies oszalał :) Biega z kwikiem, skacze mi niemal na głowę, warczy, jęczy, generalnie szał ciał i uprzęży. Ludzie się patrzą tak, jak to zwykle patrzą, gdy ktoś robi z psem cokolwiek innego niż "normalnie" (do "normalnych" czynności w mojej okolicy należy zwolnienie psa ze smyczy najlepiej jeszcze w klatce schodowej, manie-psa-we-zadku podczas całego spaceru, ewentualnie dzikie wrzaski jak się rzeczony pies złapie za łeb z innym psem, kropka), bo przecież jak ktoś robi coś z psem to jest dziwny, bezrobotny, nudzący się na śmierć, wariat i tak dalej. Ha.

 

Dopadła Zuza jakaś infekcja pęcherza, leczymy. USG zniósł pies zaskakująco dobrze, może dlatego, że nigdy nie wiadomo, gdzie czaił się lecznicowy kot i trzeba było się skupić, zamiast robić zwyczajową oborę i próbować pożreć lekarzy. Posiew sobie siedzi nastawiony, czekamy czy wyrośnie tam jakiś kosmita czy nie. Co oczywiście nie przeszkadza psu w normalnej aktywności spacerowej.

 

Oprócz tego pojawiła nam się luka socjalizacyjna, mianowicie lęk przed przejeżdżającymi nawet w dość dużej odległości samochodami (to chyba zima na głuchej wsi tak zrobiła psowemu mózgowi). Wzbudzamy więc powszechną konsternację przechodniów, bo kręcimy się w okolicach przejść dla pieszych i jemy smaki (to pies) oraz chwalimy pieska radośnie (to ja), jeśli się zachowuje jak należy, czyli np. nie próbuje wyskoczyć z szelek i pobiec w siną dal.

 

Chyba cierpię na nadprzecinkownicę. Hm. To pisałam ja, evel.

 

P.S. W weekend odwiedza nas młode pudliszcze. Opiszę później ewentualne straty w ludziach, psach i tym podobne ;)

11:40, evel_em
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 kwietnia 2011

Ale ze mnie świetny bloger, piszę tu średnio raz w miesiącu :P

 

Wiosna... Miło byłoby, gdyby wreszcie ustał wiatr, który niemal wyrywa głowę z korzeniami jak tylko się przekroczy próg klatki schodowej, ale nie można mieć wszystkiego :)

 

Po konstruktywnej krytyce (dzięki Lili) zabieramy się ostro do roboty. Tym razem będziemy ćwiczyć zawijanie zadem (szanowny pies już poczynił pierwsze postępy, ale zdaje się, że jesteśmy na etapie "nieświadomym" jeszcze), bo nam się przyda w posłuszeństwie oraz będziemy eliminować podgryzanie koziołka (a koziołek smaczny jest wielce).

 

Nie dam, jem!

http://img852.imageshack.us/img852/193/dscn6125.jpg

 

No masz już, podgryź sobie, dobry!

http://img828.imageshack.us/img828/8718/dscn6126.jpg

 

Musimy też się częściej wybierać do miasta, żeby pracować w obecności zrównoważonych psów... Piesek ćwiczył na ostatnim treningu obroty dookoła miski, po czym zaczął bronić nie swojej miski przed szczeniakiem borderowym (tu powinna nastąpić jakaś emotka wyrażająca walenie czołem w blat). Schamiałyśmy trochę na tej naszej wsi najwyraźniej...

 

Zu (w nowych szelkach) pełne zapału (ogon! :)), w tle biedne Julie Jules (BC - fajne, nie?).

http://img96.imageshack.us/img96/4082/dscn6037.jpg

 

Pies do perfekcji tłucze ostatnią nauczoną sztuczkę we wszystkich możliwych sytuacjach, bo tak trzeba :) Obecnie na tapecie "foczka".

http://img710.imageshack.us/img710/2329/dscn59951.jpg

 

Lansowałyśmy się też w mieście - tutaj w strasznie zaniedbanym parku (Zu się podobało, było mnóstwo ptaków).

 

http://img849.imageshack.us/img849/5031/20110326020.jpg

 

Wczoraj byłyśmy znowu w klinice - rzecz jasna, pan G. jest straszny (bo PATRZYŁ na pieska) i trzeba się chować. Najlepiej wejść mamie na głowę i jęczeć, że idziemy do domu!

 

Cieszę się, że się za bardzo nie rozebrałam mimo tego, że było tam dość ciepło, bo miałabym piękne krwawe pręgi na szyi i twarzy :P Pies jednak dał się przekonać na ciasteczko (a nawet trzy, a naświniła jak stado warchlaków), zainteresował się też długopisem pana G., jednak ciągle pamiętał o tym, żeby mnie dotykać chociaż jedną tylną łapką (bo na pewno ją tam zostawię na zawsze) ;)

 

No i tak to jest, jak się pisze raz w miesiącu - miałam do przekazania mnóstwo rzeczy, połowa z nich wyparowała w trakcie pisania tej notki :)

09:05, evel_em
Link Komentarze (5) »
niedziela, 13 marca 2011

No i stało się - dzisiaj świętujemy rok, odkąd Zu jest u mnie :)

 

Przez ten rok dużo się działo, dobrego, złego, oczywiście pamięta się przede wszystkim te dobre rzeczy... Chociaż czasami jest trudno, czasami mam ochotę wyrwać ogon psu przy samej głowie, czasami doprowadza mnie do szału to jest psem mojego życia i bardzo się cieszę, że ją mam, a ona ma mnie :)

 

Czas na fotki ^^

 

Dobry! Właśnie prawie wyszczekałam płuca, bo znalazłam w polu owczarkowatego psa! Uciekł przede mną, tchórzliwy bobek. Ale ze mnie dzielny pies!

http://img138.imageshack.us/img138/6717/sdc11470he.jpg

 

 

Boooooże, koziołek! Daj! Daj! Daj!

http://img806.imageshack.us/img806/9353/sdc114751.jpg

 

 

Co szybciej, kto szybciej? Prze-eż niesę, nie?

http://img861.imageshack.us/img861/6595/sdc11477.jpg

 

 

No to też mogę przynieść, już trudno...

http://img6.imageshack.us/img6/5803/sdc11478u.jpg

 

Masz, dam do ręki, o.

http://img850.imageshack.us/img850/6783/sdc11485.jpg

 

Pies też człowiek, dobra ławka nie jest zła.

http://img163.imageshack.us/img163/4956/sdc11488i.jpg

15:34, evel_em
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 marca 2011

W związku z napadowych charczeniem psa w seriach kilkuminutowych, kichaniem zwrotnym i tego typu atrakcjami, wybraliśmy się ostatnio do doktora G., takiego psiego House'a :)

 

Po wywiadzie i oględzinach wysłano nas na RTG (do bardzo sympatycznego radiologa, tak swoją drogą) i na EKG. Pies walczył dzielnie na stole do prześwietleń, ale obyło się bez głupiego jasia, mimo że zdjęcia trzeba było powtarzać, bo pierwsze wyszło ruszone.

 

Zaskoczyło mnie to, że w obcym miejscu, moja nieufna małpka, wiejski burek, zestresowany ogromną ilością ludzi w klinice, psami, kotami i innymi istotami nie odgryzła nikomu żadnego elementu ciała, ba, nawet nie warczała jakoś szczególnie. Na EKG też stała sobie, jak gdyby nigdy nic (no dobra, trzeba było podtrzymywać zadek na początku, bo z uporem maniaka usiłowała siadać), RAZ jeden wydała z głębi trzewi bulgot na doktora G., gdy ten podłączał jej dziwaczne kabelki od maszyny a ja się odsunęłam, żeby doktor G. mógł dosięgnąć też z drugiej strony psiej osoby, jednak gdy podeszłam z powrotem, pies widocznie wyluzował. Na koniec Zu postanowiła, że wejdzie mi na głowę i uciekamy do domu, nie? :) 10 kilo psa na głowie - bezcenne wrażenie :)

 

W związku z lekkim ograniczeniem zuzowej aktywności, postanowiłam, że poszlifujemy trochę obedience, a co mi tam w sumie. Tworzymy rytuały, pies już wie, że jak mama zakłada łacuszek na ryłko, to trzeba ładnie pracować, że koziołka nie powinno się mamlać w paszczy, tylko ładnie podawać i że chodzenie przy nodze bardzo, bardzo blisko nie jest wcale takie straszne jak się wydawało.

 

Oprócz tego, standardowo, Zu jest małym, mrocznym łowcą bigli i ONków, od czasu do czasu udaje jej się pogonić kota sąsiadów (który raczej nie grzeszy wybitną inteligencją), za to spasowała trochę i bawi się z labradorkami, które jeszcze niedawno gryzła a jedną nawet pobiła kagańcem (ups). A wygląda tak niewinnie, nie?

 

 

http://img192.imageshack.us/img192/1060/sdc11415im.jpg

 

No i zapomniałam dodać ^^" Pies dostał na pierwszej wizycie leki na rozszerzenie oskrzeli, więc można uznać, że jest na lekkim dopingu. Dlatego właśnie nie możemy tego wykorzystywać i musimy rozsądnie dawkować jej wysiłek fizyczny. Osłuchowo znacznie lepiej po lekach niż ostatnio. Uff!

14:42, evel_em
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 stycznia 2011

Ku galopującej rozpaczy mojego Towarzysza Życia cały czas tłucze mi się gdzieś pragnienie posiadania kolejnego psa (i kolejnego, i kolejnego… no wiecie jak to jest ;)). Wiem na pewno, że kiedyś przyjdzie czas na dobermana – nic na to nie poradzę, że moja pierwsza suka zaszczepiła w mnie dozgonną miłość do tej rasy :) jednak obawiam się, że Zu mogłaby nie przeżyć codziennej konfrontacji z małym czarnym (bądź czekoladowym) diabłem, tudzież diabeł zostałby skrócony o łeb już w szczenięctwie. Zresztą, Zu nie będzie zachwycona żadnym nowym towarzyszem, no chyba, że będzie to nasz kompromis, ale o tym za chwilę...

 

http://img510.imageshack.us/img510/1074/dscn5907.jpg

 

Szukam psa raczej wszechstronnego, ogólnie sobie mogę planować wiele rzeczy, ale przecież życie zweryfikuje plany tak czy siak. Chciałabym, żeby pies był w stanie dogadać się z Zu, był „plastyczny”, chętnie współpracował z człowiekiem ale też umiał rozdzielać czas pracy od odpoczynku. Żeby się nie dało go łatwo popsuć, a nawet jeśli coś się nie uda, żeby można było to łatwo odkręcić. No i musi być co najmniej średniej wielkości, drugiego małego psa nie chcę, przynajmniej nie teraz.

 

Na dzień dzisiejszy wychodzi na prowadzenie… Border Collie. Nie powiem, sama jestem zdziwiona! W życiu nie planowałam BC, nie umiałam sobie nawet wyobrazić siebie z takim psem. Jednak im więcej czytam, tym bardziej przekonuję się, że mityczny potwór wcale nie jest taki zły i nie do zdarcia. Zwłaszcza taki z linii użytkowych (kulom futra typowo show mówimy stanowcze i zdecydowanie NIE). Nie wiem sama.

 

Oczywiście, były też inne typy, np. collie smooth (TŻ: brzydal!), collie rough (ja: kula futra bez popędów!), sheltie (ja: no na pewno nie teraz), wilczak (TŻ:… na pewno musi być już teraz?), malina (eee… chyba jestem zbyt impulsywna na malinę :P zresztą, jakbym miała brać malinę to już chyba bym wolała sobie wziąć dobermana). I tak w wyniku rozważań, wychodzi nam BC (z długością sierści w opcji medium, żeby było ciekawiej) jako stosunkowy kompromis. Co te związki robią z człowiekiem :)

 

P.S. No dobra, dobra. Zu kooooochaaaaa bordery, no i co ja mam zrobić? Zostałam przegłosowana chyba...

17:54, evel_em
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 grudnia 2010

Wesołych, c'nie? ;)

 

merry x-mas

12:53, evel_em
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2