mały pies w wielkim świecie
RSS
piątek, 24 grudnia 2010

Wesołych, c'nie? ;)

 

merry x-mas

12:53, evel_em
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 grudnia 2010

Notka miała być inna, ale jeszcze będzie na nią czas. Postanowiłam sobie tutaj uporządkować pewne sprawy przy porannej herbacie, a że tematycznie się to trzyma kupy, bo przecież psów dotyczy, to Zu się nie obrazi, że na jej blogu to ma miejsce ;)

 

Jakoś tak wyszło, że miałam wczoraj okazję poznać na żywo prawdziwego, żywego Czechosłowackiego Wilczaka :) Pełne imię przystojnego kawalera brzmi Beriet Baaj Galicyjski Wilk. Baajobloga można znaleźć w zakładkach po lewej stronie - a właściwie to baajocelarobloga, o Celarze też będzie za chwil kilka.

 

Nie ukrywam, że wilczaki straszliwie mnie kręcą. Po okresowych fascynacjach różnymi rasami, w tym nawet syberyjskimi husky (zdecydowanie jednak nie mój typ charakteru, jeśli chodzi o współpracę z człowiekiem) nadeszła pora na fascynację wilczakami. Cóż się dziwić, są piękne, wilcze, magiczne – nic dziwnego, że przeciętnego człowieka potrafią wprowadzić w zachwyt. Ja w zachwycie trwam od jakichś dwóch lat, ciekawe tylko, co z tego wyniknie ;)

 

Jechałam na miejsce spotkania pełna obaw, jak to będzie stanąć oko w oko z dorosłym samcem, któremu może niezbyt łatwo pójdzie akceptacja jakiejś zupełnie obcej baby. Baaj bardzo miło mnie zaskoczył. Podchodząc do całej trójki, czyli Baaja i jego ludzi – Netki i M., starałam się zrobić to w taki sposób, żeby jak najmniej go zestresować, w końcu gdzieś w mózgu cały czas tkwiło mi przekonanie, że dla wilczaka jego stado to świętość. Nie wiem, czy właściwie interpretowałam jego zachowania i na ile trafione było moje postępowanie, ale postanowiłam go na początku delikatnie zignorować, a zaczęłam normalną rozmowę z Netką. Pies zaniepokoił się jakoś wyraźniej w momencie, gdy witałam się z Netką i M. – nic dziwnego, ktoś obcy dotyka mamy i taty, aaaaaa! Chwilę później jednak wyruszyliśmy, M. z Baajem na przedzie, my z tyłu, i na moje oko Baaj wyluzował, chociaż co chwilę sprawdzał, czy Netka na pewno idzie z tyłu i czy jej nie pożarłam :) W mieszkaniu natomiast co chwilę sprawdzał, czy tym razem dam sobie wylizać twarz i okolice (zaliczyłam nawet liza w ucho). Ogólnie jednak zajmował się spaniem na moich stopach albo jęczeniem o sernik (mam nadzieję, że ten ostatni naprawdę był dobry, a nie, że baajowi państwo nie chcieli mi robić przykrości, hihihi).

 

Celar Zymft z Emira jest psiakiem po przejściach, podobnie jak moja Zuzanka. Jest cudownym, ciepłym psem o pięknej budowie, zachwycającej muskulaturze i spojrzeniu dostępnym chyba tylko dla „takich” psiaków, pt. „Jestem tylko biednym pieskiem ze schroniska, jak tak dalej będziesz na mnie krzyczeć, to zachoruję i umrę! Zobaczysz!”. Rozbroiło mnie to kompletnie, bo Zu robi to samo, jak dostanie ochrzan.

 

Co mnie rozczarowało? No, myślałam, że Baaj mi się rzuci do gardła czy coś tam, albo jeśli nie Baaj to chociaż Celar, a tu nic :D Cóż, obserwuję od jakiegoś czasu na forach, a właściwie głównie na jednym, jakieś takie przekonanie, że wilczaki to nadpsy, niemal wilki w czystej postaci, które w łaskawości swojej ledwie tolerują ludzi, nie nadają się do szkolenia, no i w ogóle jak cokolwiek dzieje się złego czy choćby niepozytywnego, to zawsze można to wytłumaczyć słowami „Przecież to wilczak!!!”.

 

Zobaczyłam wilczaka, który umie funkcjonować w mieście. Który nie zwraca uwagi na podgryzające go małe stworzonka, które z jazgotem obskakiwały wilka złego. Który potrafi bronić innych psów przed tymi ujadaczami. Któremu frajdę sprawia praca z jego ludźmi (nawet jeśli kolega tego samego gatunku usiłuje przeszkadzać w ćwiczeniach, bo może też mu coś skapnie). Wilczaka, który po chwili obawy w stosunku do śnieżnego bałwana całkiem na luzie ukradł mu drewniany nos :) Wilczaka, który uznawszy, że jego przewodnicy akceptują obcą osobę i wprowadzają ją do domu, stwierdził, że wszystko jest w całkowitym porządku i nie warto się tym w ogóle przejmować. Wilczaka, który sobie daje zaglądać w paszczę i daje się dotykać obcej osobie. Wilczaka, który aportuje, ha! Zobaczyłam normalnego PSA, owszem, bardziej może pobudliwego, o czujnym spojrzeniu jasnych oczu, o większym repertuarze dźwięków wydawanych za pomocą paszczy, bardzo silnie związanego ze swoimi opiekunami, wrażliwego ale przy tym stabilnego psychicznie. Wiem, że bardzo duża część tych umiejętności, które widziałam, to wynik ciężkiej pracy ludzi, którzy psa układali, którzy mieszkają z nim na co dzień, którzy – co tu kryć – są dla niego wszystkim. I wiem już, że wilczak to jednak ciągle nadal po prostu pies, a nie wilk uwięziony w psiej postaci. Nie wiem, czy dane mi będzie mieć kiedyś swojego CSV. Ale przekonałam się, że nie należy ślepo wierzyć w słowa pisane… Papier wszystko przyjmie, podobnie jak klawiatura :)

 

I bardzo, bardzo cieszę się, że mogłam poznać Baaja, Celarka oraz Netkę i jej M. Było mi bardzo miło, czas, jak to on zwykle, upłynął w sympatycznej atmosferze o wiele za szybko.

 

Żeby nie było, Zu ma się dobrze. Nudzi już ją trochę śnieg i jęczy na śniegowe kulki między palcami. W prezencie gwiazdkowym dostała od pewnej firmy szyjącej obroże swoją super-szeroką obrożę, która być może umożliwi nam wreszcie normalną pracę także na smyczy a nie tylko luzem. Czas pokaże. Kto dotrwał do końca tego elaboratu może sobie w nagrodę obejrzeć zimowego Zuza (który znajduje się w NAJMNIEJ zaśnieżonym miejscu, jakie mamy):

 

zimowezu

 

Oraz zmarzniętego piłkowymuszacza:

piłkojęczak

12:26, evel_em
Link Komentarze (1) »