mały pies w wielkim świecie
RSS
niedziela, 13 marca 2011

No i stało się - dzisiaj świętujemy rok, odkąd Zu jest u mnie :)

 

Przez ten rok dużo się działo, dobrego, złego, oczywiście pamięta się przede wszystkim te dobre rzeczy... Chociaż czasami jest trudno, czasami mam ochotę wyrwać ogon psu przy samej głowie, czasami doprowadza mnie do szału to jest psem mojego życia i bardzo się cieszę, że ją mam, a ona ma mnie :)

 

Czas na fotki ^^

 

Dobry! Właśnie prawie wyszczekałam płuca, bo znalazłam w polu owczarkowatego psa! Uciekł przede mną, tchórzliwy bobek. Ale ze mnie dzielny pies!

http://img138.imageshack.us/img138/6717/sdc11470he.jpg

 

 

Boooooże, koziołek! Daj! Daj! Daj!

http://img806.imageshack.us/img806/9353/sdc114751.jpg

 

 

Co szybciej, kto szybciej? Prze-eż niesę, nie?

http://img861.imageshack.us/img861/6595/sdc11477.jpg

 

 

No to też mogę przynieść, już trudno...

http://img6.imageshack.us/img6/5803/sdc11478u.jpg

 

Masz, dam do ręki, o.

http://img850.imageshack.us/img850/6783/sdc11485.jpg

 

Pies też człowiek, dobra ławka nie jest zła.

http://img163.imageshack.us/img163/4956/sdc11488i.jpg

15:34, evel_em
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 marca 2011

W związku z napadowych charczeniem psa w seriach kilkuminutowych, kichaniem zwrotnym i tego typu atrakcjami, wybraliśmy się ostatnio do doktora G., takiego psiego House'a :)

 

Po wywiadzie i oględzinach wysłano nas na RTG (do bardzo sympatycznego radiologa, tak swoją drogą) i na EKG. Pies walczył dzielnie na stole do prześwietleń, ale obyło się bez głupiego jasia, mimo że zdjęcia trzeba było powtarzać, bo pierwsze wyszło ruszone.

 

Zaskoczyło mnie to, że w obcym miejscu, moja nieufna małpka, wiejski burek, zestresowany ogromną ilością ludzi w klinice, psami, kotami i innymi istotami nie odgryzła nikomu żadnego elementu ciała, ba, nawet nie warczała jakoś szczególnie. Na EKG też stała sobie, jak gdyby nigdy nic (no dobra, trzeba było podtrzymywać zadek na początku, bo z uporem maniaka usiłowała siadać), RAZ jeden wydała z głębi trzewi bulgot na doktora G., gdy ten podłączał jej dziwaczne kabelki od maszyny a ja się odsunęłam, żeby doktor G. mógł dosięgnąć też z drugiej strony psiej osoby, jednak gdy podeszłam z powrotem, pies widocznie wyluzował. Na koniec Zu postanowiła, że wejdzie mi na głowę i uciekamy do domu, nie? :) 10 kilo psa na głowie - bezcenne wrażenie :)

 

W związku z lekkim ograniczeniem zuzowej aktywności, postanowiłam, że poszlifujemy trochę obedience, a co mi tam w sumie. Tworzymy rytuały, pies już wie, że jak mama zakłada łacuszek na ryłko, to trzeba ładnie pracować, że koziołka nie powinno się mamlać w paszczy, tylko ładnie podawać i że chodzenie przy nodze bardzo, bardzo blisko nie jest wcale takie straszne jak się wydawało.

 

Oprócz tego, standardowo, Zu jest małym, mrocznym łowcą bigli i ONków, od czasu do czasu udaje jej się pogonić kota sąsiadów (który raczej nie grzeszy wybitną inteligencją), za to spasowała trochę i bawi się z labradorkami, które jeszcze niedawno gryzła a jedną nawet pobiła kagańcem (ups). A wygląda tak niewinnie, nie?

 

 

http://img192.imageshack.us/img192/1060/sdc11415im.jpg

 

No i zapomniałam dodać ^^" Pies dostał na pierwszej wizycie leki na rozszerzenie oskrzeli, więc można uznać, że jest na lekkim dopingu. Dlatego właśnie nie możemy tego wykorzystywać i musimy rozsądnie dawkować jej wysiłek fizyczny. Osłuchowo znacznie lepiej po lekach niż ostatnio. Uff!

14:42, evel_em
Link Dodaj komentarz »