mały pies w wielkim świecie
RSS
sobota, 30 kwietnia 2011

Mam do zrobienia jakieś fyfnaście o ile nie więcej rzeczy, tak więc piszę notki i robię porządki na blogu, taaaak...

 

Pies dostaje absolutnej szajby jak widzi dekle, tak na zdrowy rozsądek postanowiłam ją chyba ciut hamować, dzisiaj mi prawie przegryzła paznokcia. Cóż, połączenie mózg-reszta psa chyba szwankuje ostatnimi czasy.

 

Mieliśmy gości z psem. Pierwszych gości z psem w mieszkaniu. Było zadziwiająco spokojnie. Rzeczonym psem-gościem był uroczy młodzieniec z fenomenalną grzywką:

 

https://lh6.googleusercontent.com/__PzL0RsYOIA/TbvltlcwH3I/AAAAAAAAEVU/mJuADxKP9d4/s512/P4290103.JPG

 

Młodzieniec chyba szuka domu, chociaż sprawa toczy się szybko, więc 100% pewności nie mam ;) Jest uroczym małym śmierdziuszkiem (wybiera się do fryzjera po weekendzie, żeby nie było, że coś tam), który braki w socjalizacji nadrabia w tempie błyskawicy. Co prawda wyłaził z niego diabeł czasem... Najpierw szukał u Zu mleczka, a gdy pełen zawodu nie znalazł takowego, uznał, że w takim razie może spróbuje się z nią obejść jak z prawdziwą suczką i ten no... Nie był to najlepszy pomysł w jego małym pudlowym życiu, co Zuza szybciutko mu uświadomiła, rzecz jasna.

 

Ogólnie jednak byłam miło zaskoczona zuzowym nastawieniem. Owszem, burczała, gulgotała, pokazywała zęby, od czasu do czasu wrzasnęła na młodziana, gdy ten się za bardzo rozhulał, ale ogólnie można chyba powiedzieć, że go tolerowała (padają podejrzenia, że po prostu się go brzydziła, ale pomińmy to na obecną chwilę). Mało tego, gdy do akcji wkroczyła zabawka - oddała ją gnojkowi. Po prostu odpuściła. Zbierałam szczękę z podłogi :)

 

Przez chwilę się z nim nawet bawiła na dworze, co prawda było to wydanie zabawowe pt. "brzydzę się ciebie, ale już trudno", z dzikim berkiem, kłapaniem szczęką i warczeniem, ale było!

 

No i chyba dostałam porażenia słonecznego, bo przez jedną malutką, malusieńką chwilę pomyślałam o tym, że w sumie mogłabym mieć pudla. Dużego. Czarnego albo apricota. Bez gołego zadka, ściętego na krótko, normalnie, sportowo. Szkoda tylko, że TŻ w życiu się na taką opcję nie zgodzi...

 

Czas na parę fot autorstwa ladySwallow i jej TŻta.

 

https://lh3.googleusercontent.com/__PzL0RsYOIA/TbvlRckeWUI/AAAAAAAAESg/AQsQUY3FCeM/P4290005.JPG

 

https://lh5.googleusercontent.com/__PzL0RsYOIA/TbvleQZI5pI/AAAAAAAAETw/lWba_xeBr_M/P4290049.JPG

 

https://lh3.googleusercontent.com/__PzL0RsYOIA/TbvlxBKbSMI/AAAAAAAAEVw/Am2HhTp47zk/s512/P4290115.JPG

 

https://lh6.googleusercontent.com/__PzL0RsYOIA/TbvllEGCbqI/AAAAAAAAEUY/bQ9XEZR5bps/P4290073.JPG

Moje małe dzielne Zu

19:53, evel_em
Link Komentarze (3) »
czwartek, 28 kwietnia 2011

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa :D

 

http://img835.imageshack.us/img835/5158/dscn6288.jpg

 

http://img710.imageshack.us/img710/1445/dscn6289l.jpg

 

Pies oszalał :) Biega z kwikiem, skacze mi niemal na głowę, warczy, jęczy, generalnie szał ciał i uprzęży. Ludzie się patrzą tak, jak to zwykle patrzą, gdy ktoś robi z psem cokolwiek innego niż "normalnie" (do "normalnych" czynności w mojej okolicy należy zwolnienie psa ze smyczy najlepiej jeszcze w klatce schodowej, manie-psa-we-zadku podczas całego spaceru, ewentualnie dzikie wrzaski jak się rzeczony pies złapie za łeb z innym psem, kropka), bo przecież jak ktoś robi coś z psem to jest dziwny, bezrobotny, nudzący się na śmierć, wariat i tak dalej. Ha.

 

Dopadła Zuza jakaś infekcja pęcherza, leczymy. USG zniósł pies zaskakująco dobrze, może dlatego, że nigdy nie wiadomo, gdzie czaił się lecznicowy kot i trzeba było się skupić, zamiast robić zwyczajową oborę i próbować pożreć lekarzy. Posiew sobie siedzi nastawiony, czekamy czy wyrośnie tam jakiś kosmita czy nie. Co oczywiście nie przeszkadza psu w normalnej aktywności spacerowej.

 

Oprócz tego pojawiła nam się luka socjalizacyjna, mianowicie lęk przed przejeżdżającymi nawet w dość dużej odległości samochodami (to chyba zima na głuchej wsi tak zrobiła psowemu mózgowi). Wzbudzamy więc powszechną konsternację przechodniów, bo kręcimy się w okolicach przejść dla pieszych i jemy smaki (to pies) oraz chwalimy pieska radośnie (to ja), jeśli się zachowuje jak należy, czyli np. nie próbuje wyskoczyć z szelek i pobiec w siną dal.

 

Chyba cierpię na nadprzecinkownicę. Hm. To pisałam ja, evel.

 

P.S. W weekend odwiedza nas młode pudliszcze. Opiszę później ewentualne straty w ludziach, psach i tym podobne ;)

11:40, evel_em
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 kwietnia 2011

Ale ze mnie świetny bloger, piszę tu średnio raz w miesiącu :P

 

Wiosna... Miło byłoby, gdyby wreszcie ustał wiatr, który niemal wyrywa głowę z korzeniami jak tylko się przekroczy próg klatki schodowej, ale nie można mieć wszystkiego :)

 

Po konstruktywnej krytyce (dzięki Lili) zabieramy się ostro do roboty. Tym razem będziemy ćwiczyć zawijanie zadem (szanowny pies już poczynił pierwsze postępy, ale zdaje się, że jesteśmy na etapie "nieświadomym" jeszcze), bo nam się przyda w posłuszeństwie oraz będziemy eliminować podgryzanie koziołka (a koziołek smaczny jest wielce).

 

Nie dam, jem!

http://img852.imageshack.us/img852/193/dscn6125.jpg

 

No masz już, podgryź sobie, dobry!

http://img828.imageshack.us/img828/8718/dscn6126.jpg

 

Musimy też się częściej wybierać do miasta, żeby pracować w obecności zrównoważonych psów... Piesek ćwiczył na ostatnim treningu obroty dookoła miski, po czym zaczął bronić nie swojej miski przed szczeniakiem borderowym (tu powinna nastąpić jakaś emotka wyrażająca walenie czołem w blat). Schamiałyśmy trochę na tej naszej wsi najwyraźniej...

 

Zu (w nowych szelkach) pełne zapału (ogon! :)), w tle biedne Julie Jules (BC - fajne, nie?).

http://img96.imageshack.us/img96/4082/dscn6037.jpg

 

Pies do perfekcji tłucze ostatnią nauczoną sztuczkę we wszystkich możliwych sytuacjach, bo tak trzeba :) Obecnie na tapecie "foczka".

http://img710.imageshack.us/img710/2329/dscn59951.jpg

 

Lansowałyśmy się też w mieście - tutaj w strasznie zaniedbanym parku (Zu się podobało, było mnóstwo ptaków).

 

http://img849.imageshack.us/img849/5031/20110326020.jpg

 

Wczoraj byłyśmy znowu w klinice - rzecz jasna, pan G. jest straszny (bo PATRZYŁ na pieska) i trzeba się chować. Najlepiej wejść mamie na głowę i jęczeć, że idziemy do domu!

 

Cieszę się, że się za bardzo nie rozebrałam mimo tego, że było tam dość ciepło, bo miałabym piękne krwawe pręgi na szyi i twarzy :P Pies jednak dał się przekonać na ciasteczko (a nawet trzy, a naświniła jak stado warchlaków), zainteresował się też długopisem pana G., jednak ciągle pamiętał o tym, żeby mnie dotykać chociaż jedną tylną łapką (bo na pewno ją tam zostawię na zawsze) ;)

 

No i tak to jest, jak się pisze raz w miesiącu - miałam do przekazania mnóstwo rzeczy, połowa z nich wyparowała w trakcie pisania tej notki :)

09:05, evel_em
Link Komentarze (5) »